czwartek, 3 kwietnia 2014

[1] Być kobietą, czyli dość tej hucpy!

Siedzę nad poranną kawą. Czytam prasę codzienną, przeklikuję się przez kolejne strony. Taki nawyk.

Kawa aromatyczna, a prasa umiarkowanie nieciekawa...

O. A jednak. Jest temat na pierwszą notkę do bloga, który kiełkował gdzieś we mnie już od pewnego czasu.



Zdjęcie pochodzi stąd


Gazeta.pl przygotowała 

"ranking specjalny" realnego sfeminizowania list poszczególnych komitetów wyborczych,

którym się marzy wprowadzenie kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Kto ciekawy, niech czyta. Dziennikarz się napracował, choć w zasadzie nie mogę dojść po co. O ile jeszcze liczenie "jedynek", "dwójek" i ogólnie - liczby miejsc na listach oddanych kobietom w wyborach parlamentarnych ma jakiś sens (poznawczy głównie, ale ma), wybory do Parlamentu Europejskiego to trochę inna bajka.

A poza tym - parytety, bzdety. Ważne, czy kandydat jest kompetentny i mieści się w szeroko pojętej normie politycznej przyzwoitości. Tu, jak się okazuje, płeć niczego nie przesądza.

Taki fascynujący temat leżał przed autorem z "GW" na wyciągnięcie ręki. Gdybym była Nadredaktorem, pogoniłabym precz z tekstem rankingowym, a kazałabym się zająć wyjaśnieniem następującej zagadki: jak to się stało, że polityk (płci pięknej, ale to akurat bez znaczenia, nie jestem antyfeministką) może uzyskać rekomendację swojej partii do fotela europarlamentarzysty (z kosmiczną gażą), choć na rodzimym podwórku pozostawił po sobie smród, brud, kiłę i mogiłę.

A konkretnie? Konkretnie to wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który nakazuje Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych zwrócić ponad 23 tysiącom emerytów niemal miliard złotych, które stracili w 2011 roku, bo ówczesna minister pracy Jolanta Fedak (obecnie - kandydatka PSL do Parlamentu Europejskiego) postanowiła mieć sukces i powalczyć z bezrobociem poprzez wprowadzenie zakazu łączenia pracy z pobieraniem emerytury.

A że w 2009 roku (będąc stosunkowo młodą ministrą) zgodziła się, by emeryci mogli dorabiać w dotychczasowym miejscu pracy bez obowiązku zwalniania się z pracy (element programu aktywizacji osób 50+)? A że Polska pod względem aktywności zawodowej seniorów jest na szarym końcu ogona Unii Europejskiej i na każdego pracującego sześćdziesięcioparolatka powinniśmy chuchać i dmuchać, bo poprawia nasze nędzne statystyki? Cóż.

Miliard. Miliard złotych wyłoży budżet państwa za fanaberię i arogancję pani minister Jolanty Fedak, której społeczeństwo co prawda podziękowało za publiczną służbę (w 2011 roku nie dostała się do Sejmu), ale koledzy - partyjni i nie tylko - wręcz przeciwnie.

Jakiś fotel w radzie nadzorczej. Jakieś stanowisko przy wicepremierze Pawlaku, a na koniec - i to jest żart stulecia - posada radcy prezesa ZUS. Tak, tak... Wiosną 2013 roku kompetencje byłej minister pracy zostały zauważone, docenione i raz jeszcze opłacone z pieniędzy podatników.

Pół roku później Trybunał Konstytucyjny ocenił, że zmiana przepisów, przygotowana i przeprowadzona przez minister Jolantę Fedak stanowiła

"naruszenie zasady ochrony zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz zasady demokratycznego państwa prawa"

a rząd przygotował taką zmianę przepisów, by ZUS mógł wypłacić niekonstytucyjnie zabrane świadczenia. Miliard złotych.

I pięknie.

Tyle, że Jolanta Fedak bardzo dużo mnie, i panią i pana, i pana też, i tego pana co czyta bloga na smartfonie...

.... że co? Że ten pan jest rolnikiem i nie płaci podatków? Bzdura. Wszyscy płacimy - VAT, akcyzę i co tam jeszcze, więc tego pana ze smartfonem pani Jolanta Fedak kosztuje naprawdę dużo. Wystarczy.

Obejmując urząd ministra uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem.

Tak pani minister Jolanta Fedak przysięgała, że będzie przestrzegać Konstytucji.

Nie, nie domagam się, by miliard złotych oddała z własnej kieszeni (nierealne). Nie zależy mi też, żeby w najdroższym czasie antenowym przeprosiła każdego z 23 tysięcy emerytów, którym - niezgodnie z prawem - odebrała ich pieniądze.

Ale postulat, by Jolanta Fedak znalazła się poza orbitą dochodowych stanowisk obsadzanych z klucza partyjno-politycznego na lat minimum dziesięć, nie jest chyba specjalnie dotkliwą karą?

Bycie posłem, europosłem (tak, gaże europarlamentarzystów opłacane są również pieniędzy polskich podatników, odprowadzamy do unijnego budżetu składkę, i akurat tu nie ma nic do rzeczy, że strumień pieniędzy z Brukseli do naszego budżetu jest znacznie szerszy), ministrem, doradcą prezesów państwowych urzędów, członkiem rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa, radnym sejmiku wojewódzkiego czy wójtem gminy nie jest niezbywalnym prawem każdego obywatela. Jest przywilejem, który powinien łączyć się nierozerwalnie z dobrą służbą.

Nigdy nie będzie lepiej, jeśli przykład nie pójdzie z góry. Nie nagradzajmy przywilejami tych, którzy na to nie zasługują.

Członek rządu, odpowiedzialny za ustawę, obaloną przez Trybunał Konstytucyjny - zwłaszcza po wyroku, pociągającym za sobą zobowiązania budżetu państwa względem obywateli - powinien ponosić odpowiedzialność. Zakaz (choćby czasowy) sprawowania funkcji publicznych byłby adekwatny do stopnia winy, czyli złamania ministerialnej przysięgi. A że nie można - raczej - liczyć na poczucie przyzwoitości w gremiach partyjnych, taki zakaz powinien być wprowadzony ustawowo.

Bo minister (premier, wicepremierowie) nie przysięgają, że postarają się dochować wierności Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej, o ile będą mieć taką możliwość a na przeszkodzie nie staną im żadne inne względy, na przykład niewiedza własna oraz współpracowników etc. etc.

Przysięgają, że dochowają wierności.

Zacznijmy ich z tego rozliczać.

O! Wisienka na torcie na koniec dnia pracy - zaproszenie na majowy Kongres Kobiet. Pamiętając ubiegłoroczny (Jolanta Fedak w panelu ekspertów na temat ubezpieczeń i polityki społecznej, a jakże), prędziutko weszłam na stronę. I masz babo (!) placek, Jolanta Fedak na liście kobiet z poparciem Kongresu. Dobra kandydatka, wartościowa, a w zasadzie - kosztowna.

Miliard złotych drogie panie. Miliard!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz