Bo nie miałam czasu. Bo za dużo się działo. Bo w pewnym momencie pomyślałam, że moja chata jednak z kraja i kamieni kupa mnie obchodzi, co się dzieje. Ale jednak nie. Nie z kraja, obchodzi.
A to za sprawą ślicznych klocuszków, jakimi Cobi chce podbić rynek zabawek, skoro tak świetnie się składa z marketingowego punktu widzenia, że jak co roku 1 sierpnia o godzinie 17.00 zawyją syreny.
| źródło: cobi.pl |
Prawda, że gustowne?
Ponieważ tego nie widać, spieszę donieść, że seria "Small Army" jest przeznaczona dla dzieci od lat pięciu.
Klocki nie są drogie (to najdroższy zestaw, niecałe 60 złotych), nic tylko kupować.
Niestety, po obejrzeniu oferty stwierdzam, że Cobi nie poszło za ciosem. Niezwykle, wprost niewyobrażalnie brakuje zestawów:
- Obóz w Pruszkowie. Walka o wodę i chleb
- Rozbite oddziały w kanałach
- Likwidacja szpitala polowego
- Cywile w piwnicach.
I może jakiś zestaw dla kolekcjonera, "specjal edyszyn"? Na przykład - Poród w czasie bombardowania.
To by dopiero była zabawa!
A tak, kicha. Cieniutko.
Jakaś butelka z benzyną. O pardon, koktail Mołotowa. - Mamo, nie chcę koktailu Mołotowa, chcę truskawkowy.
Jakiś nędzny płomyk na kamienicy, cóż że zburzonej.O, nawet szybki na parterze są, świetnie! Zaraz pan hitlerowiec pociągnie serię prosto w zaszklone okno. No bo chyba nie w tego ludzika na górze?
I tak, wiem że Cobi wypuściło cztery lata temu serię klocków poświęconych Bitwie pod Grunwaldem. I nikt się nie gorszył, ja też nie. Widzę jednak subtelną, bardzo subtelną różnicę.
Ale najwyraźniej Cobi jej nie widzi. Szkoda.
Ogólnie - rzyg.
Albo inaczej - klocek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz