czwartek, 10 kwietnia 2014

[3] Cztery lata później

Byłam wtedy pod Pałacem Prezydenckim.

Nie, nie wierzę w zamach.

Nie, nie wierzę w zmowę Tuska z Putinem.

Byłam pod Muzeum Powstania Warszawskiego, gdy Para Prezydencka po raz ostatni opuszczała stolicę.

Nie, nie uwierzyłam w przekopywanie ziemi w Smoleńsku na metr w głąb, mimo zapewnień Ewy Kopacz.

Nie, nie zgadzałam się z raportem Anodiny.

Byłam przy hali Torwaru, gdy na Okęciu lądował pierwszy transport smoleńskich trumien.

Nie, nie czytam "W sieci", "Do rzeczy", "Gazety Polskiej" i "Naszego Dziennika".

Nie, nie słucham bełkotu Palikota.

Ani kiedyś, ani teraz, ani nigdy.

Cztery lata temu przez kilka dni wierzyłam, że katastrofa smoleńska będzie katharsis polskiej polityki.

Nie, nie widziałam w niej znaku. Wierzyłam, że z tej bezsensownej tragedii, która wydarzyła się w splocie polskiej i rosyjskiej bylejakości i jakoś-to-będzie, potrafimy wyciągnąć wnioski.

Zatykałam uszy, by nie słyszeć tych, którzy mówili, że będzie - wprost przeciwnie.

I jest. Nasz dom murem podzielony.

A ja gdzieś pośrodku. Z jednej strony słowa "Smoleńsk", "zamach", "wybuch", "trotyl" budzą zażenowanie i chęć ucieczki. Z drugiej - chcę pamiętać. O tych wszystkich, którzy wtedy zginęli. Tragicznie i bezsensownie.

Im wyższy mur smoleński, tym ten bezsens bardziej wyraźny, przejmujący, dławiący.

Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie.

10 kwietnia 2010, Krakowskie Przedmieście





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz