piątek, 4 kwietnia 2014

[2] O politycznej banicji. Część druga, zapewne nie ostatnia

Minister pracy powinien odejść. Są ku temu co najmniej dwa powody.

O jednym napisałam w sumie już wczoraj, w kontekście potencjalnej kariery byłej minister pracy Jolanty Fedak w Parlamencie Europejskim. 

Władysław Kosiniak-Kamysz powtórzył manewr swojej poprzedniczki (dlatego właśnie uważam, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego powinny pociągać za sobą polityczne sankcje dla osoby odpowiedzialnej za wejście w życie niekonstytucyjnych rozwiązań). W 2012 roku zmiana przepisów odebrała prawo do zasiłku pielęgnacyjnego opiekunom dorosłych osób niepełnosprawnych. Głównym argumentem za takim rozwiązaniem był… skokowy wzrost liczby pobierających zasiłki. Wobec części z tych osób ministerstwo powzięło podejrzenie, że zasiłki zwyczajnie wyłudzają. Więc prewencyjnie odebrano je wszystkim. Rozwiązywanie problemów społecznych czy ratowanie finansów publicznych przez łamanie Konstytucji? Takie rzeczy tylko w....

Trybunał Konstytucyjny nie miał wątpliwości. W grudniu 2013 roku orzekł, że nowe przepisy są sprzeczne z Konstytucją i nakazał ich poprawienie. Ministerstwo prace zaczęło dość niemrawo, ale protest rodziców dzieci niepełnosprawnych (oni zasiłków nie stracili, ale postanowili walczyć o więcej) zmobilizował do protestu również przedstawicieli opiekunów dorosłych niepełnosprawnych. I Sejm w trybie pilnym przyjął "naprawcze" przepisy: opiekunowie dorosłych niepełnosprawnych dostaną zwrot - 5,5 tysiąca złotych, plus oczywiście bieżące świadczenia.

I to jest pierwszy powód, dla którego minister Władysław Kosiniak-Kamysz powinien stracić stanowisko.

Rzecznik Praw Obywatelskich, prof. Irena Lipowicz w rozmowach z przedstawicielami protestujących rodzin niepełnosprawnych – dzieci i dorosłych – mówiła zresztą w ostatnich dniach o politycznej odpowiedzialności ministra za niekonstytucyjność ustawy. Nareszcie! Może więc należy iść za ciosem i wprowadzić przepisy o czasowej banicji ze sfery publicznych stanowisk, funkcji, urzędów dla tych polityków, których działania i decyzje są sprzeczne z Konstytucją?

Prof. Lipowicz poruszyła też problem odpowiedzialności urzędników: ktoś te niekonstytucyjne przepisy w końcu przygotowuje. To prawda. Jednak znając od podszewki proces stanowienia prawa Rzecznik Praw Obywatelskich powinna wziąć pod lupę nie tylko urzędników Ministerstwa Pracy (piszących projekt w dużym stresie, pod dyktando zwierzchników), ale też prawników Rządowego Centrum Legislacji a także Biura Legislacyjnego Rządu – to są miejsca, w których refleksja nad zgodnością proponowanych przepisów z innymi aktami prawnymi, w tym z Konstytucją powinna być najwyższej próby.

Odpowiedzialność urzędników – tak, ale przede wszystkim musimy egzekwować polityczną odpowiedzialność ministrów, członków rządu. Bez tego, śmiem twierdzić, nigdy nie wyjdziemy z zaklętego kręgu złych praktyk stanowienia prawa.

Fakt, że minister przyznał iż został popełniony błąd i przeprosił za niego, jest ludzkim gestem (takiego nie doczekali się emeryci, którzy stracili po kilkadziesiąt tysięcy złotych przez decyzję Jolanty Fedak), ale to stanowczo za mało.

Ale jest drugi powód, dla którego zmiana na stanowisku ministra polityki społecznej wydaje się oczywistą koniecznością (co nie znaczy, że nastąpi).

Pod koniec marca Władysław Kosiniak-Kamysz był gościem Janiny Paradowskiej. TUTAJ cały zapis radiowej rozmowy, której tematem był oczywiście protest w Sejmie i sytuacja rodzin z dziećmi (i osobami) niepełnosprawnymi.

Zacytuję fragment:

- To ile taka osoba dostaje w sumie dofinansowania? Bo oglądając to, co widzę w telewizji, mogę nabrać przekonania, że te osoby dostają 820 zł i nic więcej. A za to nie da się żyć - zarzuciła Paradowska.
- Jeżeli wzięlibyśmy mamę z synem 19-20 letnim, to jest to 820 zł plus ponad 600 zł plus 153 zł. Do tego dochodzi możliwość korzystania z programów dożywiania, pomocy społecznej, zasiłków celowych, wsparcie z PFRON, gdzie można starać się o dofinansowanie. Ale tam jest indywidualne podejście realizowane przez powiaty, które my współfinansujemy w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie. Do tego dochodzi możliwość skorzystania z 1 procenta i są indywidualne konta dla wszystkich niepełnosprawnych - wyliczał Kosiniak-Kamysz.





 I wystarczy.

Minister polityki społecznej powinien wiedzieć, że 1 proc. podatku, który jest przekazywany przez Polaków na organizacje pożytku publicznego nie powinien trafiać na subkonta prowadzone przez fundacje. To, że trafia, jest patologią i wypaczeniem idei pożytku publicznego (zapisanej w przepisach, na straży których stoi, powinno stać, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej).

Organizacją, która w 2013 roku (rozliczenie za 2012 rok) otrzymała najwięcej z 1 proc. podatku była po raz kolejny Fundacja Dzieciom „Zdążyć z pomocą”, na której konto wpłynęło ponad 117 mln zł. Na drugim miejscu - Fundacja  Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko” z kwotą ponad 15 mln zł, na trzecim - Fundacja AVALON - BEZPOŚREDNIA POMOC NIEPEŁNOSPRAWNYM, z kwotą 8,5 mln zł. W sumie Polacy przekazali OPP ponad 485 mln złotych. 

Ogromna część z tych pieniędzy trafia na subkonta, i pozwala dzieciom i osobom niepełnosprawnym – niektórym – pokrywać koszty leczenia i rehabilitacji.

Niektórym. Nie wszystkim (jak „powiedziało się” ministrowi). I jest tak, że dzięki tym pieniądzom mały Jaś może dwa razy w roku pojechać na turnus rehabilitacyjny ze wszystkimi „bajerami”, a nieco większy Wiktor wyjeżdża nawet po raz drugi na turnus delfinoterapii, na Ukrainę. Komuś udaje się wyszarpać trochę pieniędzy, dzięki którym może leczyć nowotwór krwi swojego dziecka za granicą, a jeszcze inna rodzina dokłada do nowoczesnego wózka elektrycznego, by dziecko mogło być choć trochę bardziej samodzielne. 

Są inne dzieci. Rodziców mniej operatywnych, z mniejszą liczbą znajomych, bez dojść do księgowych wypełniających PIT-y. Są dorośli niepełnosprawni, z dużo mniejszymi szansami na pozyskanie 1 proc.

Dwa razy – przynajmniej – podjęto próby likwidacji możliwości przekazywania 1 proc. podatku na subkonta. Opór, przede wszystkim ze strony rodziców dzieci niepełnosprawnych, był ogromny i za każdym razem rządy wycofywały się ze wstępnych, nieśmiało zresztą zgłaszanych, propozycji. Rodzicom (i wszystkim pozostałym, którzy zbierają na subkonta) się nie dziwię. Kilka, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, które można wydać na pomoc swojemu dziecku w sytuacji, gdy system opieki nad niepełnosprawnymi jest daleki od doskonałości (eufemizm), to pieniądze nie do pogardzenia. Jest o co walczyć.

Ale ta walka nie przeszkadza jednocześnie rodzicom narzekać, że w przeciwieństwie do innych znanych im krajów, nie mogą oni liczyć na wsparcie „sieci stowarzyszeń i fundacji”. Że nie ma instytucji, które prowadziłyby ośrodki pobytu dziennego, nie ma opłacanych przez fundacje asystentów czy opiekunów niepełnosprawnych, etc. etc.

Nie ma i nie będzie, a jeśli będą - to zbyt mało. 1 proc. dla organizacji pożytku publicznego to pieniądze, które miały zasilić i wzmocnić tzw. sektor organizacji pozarządowych – m.in. specjalizujących się w działaniach na rzecz niepełnosprawnych i ich rodzin.

Rodzice, z którymi wielokrotnie rozmawiałam na ten temat, nie wierzą, że ich dziecko nie straciłoby na zmianie przepisów i likwidacji subkont. Mówią, że być może Polacy w ogóle przestaliby przekazywać 1 proc. (bo skoro nie pójdzie na konkretne dziecko, to się zmarnuje), a jeśli nawet pieniędzy z 1 proc. nie byłoby mniej, to przecież poszłyby nie na leczenie czy rehabilitację Jasia, Zosi czy Marysi, tylko np. setki dzieciaków z takim samym schorzeniem. A poza tym – na pensje i działania fundacji. Więc lepiej nie.

Mało kto (chyba) myśli perspektywicznie. Niepełnosprawne i ciężko chore dzieci rosną. Duża część z nich będzie funkcjonować w społeczeństwie jako osoby dorosłe. Dalej niepełnosprawne, wymagające asysty, rehabilitacji, leczenia.

Tymczasem urodzą się kolejne dzieci chore, niepełnosprawne, wymagające nakładów na leczenie i rehabilitację. Dużo bardziej chwytające za serce, dużo bardziej „medialne”, skuteczniej przemawiające do wyobraźni wypełniających PIT.

1 procent podatku nie zbuduje systemu opieki nad niepełnosprawnymi. Nie po to został wymyślony i wprowadzony w życie. Ale jest (a raczej był i może być) szansą budowy jednego z ważnych segmentów tego systemu. O ile sami zainteresowani na to pozwolą.

No i o ile doczekamy się ministra polityki społecznej, który ogarnie temat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz