O jednym napisałam w sumie już wczoraj, w kontekście potencjalnej kariery byłej minister pracy Jolanty Fedak w Parlamencie Europejskim.
Władysław Kosiniak-Kamysz powtórzył manewr swojej
poprzedniczki (dlatego właśnie uważam, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego
powinny pociągać za sobą polityczne sankcje dla osoby odpowiedzialnej za
wejście w życie niekonstytucyjnych rozwiązań). W 2012 roku zmiana przepisów
odebrała prawo do zasiłku pielęgnacyjnego opiekunom dorosłych osób
niepełnosprawnych. Głównym argumentem za takim rozwiązaniem był… skokowy wzrost
liczby pobierających zasiłki. Wobec części z tych osób ministerstwo powzięło
podejrzenie, że zasiłki zwyczajnie wyłudzają. Więc prewencyjnie odebrano je
wszystkim. Rozwiązywanie problemów społecznych czy ratowanie finansów publicznych przez łamanie Konstytucji? Takie rzeczy tylko w....
Trybunał Konstytucyjny nie miał wątpliwości. W grudniu 2013 roku
orzekł, że nowe przepisy są sprzeczne z Konstytucją i nakazał ich poprawienie. Ministerstwo prace zaczęło dość niemrawo, ale protest rodziców dzieci niepełnosprawnych (oni zasiłków nie stracili, ale postanowili walczyć o więcej) zmobilizował do protestu również przedstawicieli opiekunów dorosłych niepełnosprawnych. I Sejm w trybie pilnym przyjął "naprawcze" przepisy: opiekunowie dorosłych niepełnosprawnych dostaną zwrot - 5,5 tysiąca złotych, plus oczywiście bieżące świadczenia.
I to jest pierwszy powód, dla którego minister Władysław
Kosiniak-Kamysz powinien stracić stanowisko.
Rzecznik Praw Obywatelskich, prof.
Irena Lipowicz w rozmowach z przedstawicielami protestujących rodzin
niepełnosprawnych – dzieci i dorosłych – mówiła zresztą w ostatnich dniach o politycznej
odpowiedzialności ministra za niekonstytucyjność ustawy. Nareszcie! Może więc
należy iść za ciosem i wprowadzić przepisy o czasowej banicji ze sfery publicznych stanowisk, funkcji, urzędów dla tych polityków, których działania i decyzje są sprzeczne z
Konstytucją?
Prof. Lipowicz poruszyła też problem odpowiedzialności urzędników:
ktoś te niekonstytucyjne przepisy w końcu przygotowuje. To prawda. Jednak
znając od podszewki proces stanowienia prawa Rzecznik Praw Obywatelskich
powinna wziąć pod lupę nie tylko urzędników Ministerstwa Pracy (piszących
projekt w dużym stresie, pod dyktando zwierzchników), ale też prawników
Rządowego Centrum Legislacji a także Biura Legislacyjnego Rządu – to są
miejsca, w których refleksja nad zgodnością proponowanych przepisów z innymi
aktami prawnymi, w tym z Konstytucją powinna być najwyższej próby.
Odpowiedzialność urzędników – tak, ale przede wszystkim
musimy egzekwować polityczną odpowiedzialność ministrów, członków rządu. Bez tego, śmiem
twierdzić, nigdy nie wyjdziemy z zaklętego kręgu złych praktyk stanowienia
prawa.
Fakt, że minister przyznał iż został popełniony błąd i
przeprosił za niego, jest ludzkim gestem (takiego nie doczekali się emeryci,
którzy stracili po kilkadziesiąt tysięcy złotych przez decyzję Jolanty Fedak),
ale to stanowczo za mało.
Ale jest drugi powód, dla którego zmiana na stanowisku
ministra polityki społecznej wydaje się oczywistą koniecznością (co nie znaczy,
że nastąpi).
Pod koniec marca Władysław Kosiniak-Kamysz był gościem
Janiny Paradowskiej. TUTAJ cały zapis radiowej rozmowy, której tematem był
oczywiście protest w Sejmie i sytuacja rodzin z dziećmi (i osobami)
niepełnosprawnymi.
Zacytuję fragment:
- To ile taka osoba dostaje w sumie dofinansowania? Bo
oglądając to, co widzę w telewizji, mogę nabrać przekonania, że te osoby
dostają 820 zł i nic więcej. A za to nie da się żyć - zarzuciła Paradowska.
- Jeżeli wzięlibyśmy mamę z synem 19-20 letnim, to jest to 820 zł plus ponad 600 zł plus 153 zł. Do tego dochodzi możliwość korzystania z programów dożywiania, pomocy społecznej, zasiłków celowych, wsparcie z PFRON, gdzie można starać się o dofinansowanie. Ale tam jest indywidualne podejście realizowane przez powiaty, które my współfinansujemy w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie. Do tego dochodzi możliwość skorzystania z 1 procenta i są indywidualne konta dla wszystkich niepełnosprawnych - wyliczał Kosiniak-Kamysz.
- Jeżeli wzięlibyśmy mamę z synem 19-20 letnim, to jest to 820 zł plus ponad 600 zł plus 153 zł. Do tego dochodzi możliwość korzystania z programów dożywiania, pomocy społecznej, zasiłków celowych, wsparcie z PFRON, gdzie można starać się o dofinansowanie. Ale tam jest indywidualne podejście realizowane przez powiaty, które my współfinansujemy w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie. Do tego dochodzi możliwość skorzystania z 1 procenta i są indywidualne konta dla wszystkich niepełnosprawnych - wyliczał Kosiniak-Kamysz.
I wystarczy.
Minister polityki społecznej powinien wiedzieć, że 1 proc.
podatku, który jest przekazywany przez Polaków na organizacje pożytku
publicznego nie powinien trafiać na subkonta prowadzone przez fundacje. To, że
trafia, jest patologią i wypaczeniem idei pożytku publicznego (zapisanej w
przepisach, na straży których stoi, powinno stać, Ministerstwo Pracy i Polityki
Społecznej).
Organizacją, która w 2013 roku (rozliczenie za 2012 rok) otrzymała
najwięcej z 1 proc. podatku była po raz kolejny Fundacja Dzieciom „Zdążyć z
pomocą”, na której konto wpłynęło ponad 117 mln zł. Na drugim miejscu -
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko” z kwotą ponad 15 mln
zł, na trzecim - Fundacja AVALON - BEZPOŚREDNIA POMOC NIEPEŁNOSPRAWNYM, z kwotą
8,5 mln zł. W sumie Polacy przekazali OPP ponad 485 mln złotych.
Ogromna część
z tych pieniędzy trafia na subkonta, i pozwala dzieciom i osobom
niepełnosprawnym – niektórym – pokrywać koszty leczenia i rehabilitacji.
Niektórym. Nie wszystkim (jak „powiedziało się” ministrowi).
I jest tak, że dzięki tym pieniądzom mały Jaś może dwa razy w roku pojechać na
turnus rehabilitacyjny ze wszystkimi „bajerami”, a nieco większy Wiktor
wyjeżdża nawet po raz drugi na turnus delfinoterapii, na Ukrainę. Komuś udaje się
wyszarpać trochę pieniędzy, dzięki którym może leczyć nowotwór krwi swojego
dziecka za granicą, a jeszcze inna rodzina dokłada do nowoczesnego wózka elektrycznego, by
dziecko mogło być choć trochę bardziej samodzielne.
Są inne dzieci. Rodziców mniej operatywnych, z mniejszą liczbą znajomych, bez dojść do księgowych wypełniających PIT-y. Są dorośli niepełnosprawni, z dużo mniejszymi szansami na pozyskanie 1 proc.
Dwa razy – przynajmniej – podjęto próby likwidacji
możliwości przekazywania 1 proc. podatku na subkonta. Opór, przede wszystkim ze
strony rodziców dzieci niepełnosprawnych, był ogromny i za każdym razem rządy
wycofywały się ze wstępnych, nieśmiało zresztą zgłaszanych, propozycji.
Rodzicom (i wszystkim pozostałym, którzy zbierają na subkonta) się nie dziwię. Kilka, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych,
które można wydać na pomoc swojemu dziecku w sytuacji, gdy system opieki nad
niepełnosprawnymi jest daleki od doskonałości (eufemizm), to pieniądze nie do
pogardzenia. Jest o co walczyć.
Ale ta walka nie przeszkadza jednocześnie rodzicom narzekać,
że w przeciwieństwie do innych znanych im krajów, nie mogą oni liczyć na
wsparcie „sieci stowarzyszeń i fundacji”. Że nie ma instytucji, które
prowadziłyby ośrodki pobytu dziennego, nie ma opłacanych przez fundacje
asystentów czy opiekunów niepełnosprawnych, etc. etc.
Nie ma i nie będzie, a jeśli będą - to zbyt mało. 1 proc. dla
organizacji pożytku publicznego to pieniądze, które miały zasilić i wzmocnić
tzw. sektor organizacji pozarządowych – m.in. specjalizujących się w
działaniach na rzecz niepełnosprawnych i ich rodzin.
Rodzice, z którymi wielokrotnie rozmawiałam na ten temat,
nie wierzą, że ich dziecko nie straciłoby na zmianie przepisów i
likwidacji subkont. Mówią, że być może Polacy w ogóle przestaliby przekazywać 1
proc. (bo skoro nie pójdzie na konkretne dziecko, to się zmarnuje), a jeśli
nawet pieniędzy z 1 proc. nie byłoby mniej, to przecież poszłyby nie na
leczenie czy rehabilitację Jasia, Zosi czy Marysi, tylko np. setki dzieciaków z
takim samym schorzeniem. A poza tym – na pensje i działania fundacji. Więc
lepiej nie.
Mało kto (chyba) myśli perspektywicznie. Niepełnosprawne i
ciężko chore dzieci rosną. Duża część z nich będzie funkcjonować w
społeczeństwie jako osoby dorosłe. Dalej niepełnosprawne, wymagające asysty,
rehabilitacji, leczenia.
Tymczasem urodzą się kolejne dzieci chore, niepełnosprawne, wymagające nakładów na leczenie i rehabilitację. Dużo bardziej
chwytające za serce, dużo bardziej „medialne”, skuteczniej przemawiające do
wyobraźni wypełniających PIT.
1 procent podatku nie zbuduje systemu opieki nad
niepełnosprawnymi. Nie po to został wymyślony i wprowadzony w życie. Ale jest
(a raczej był i może być) szansą budowy jednego z ważnych segmentów tego
systemu. O ile sami zainteresowani na to pozwolą.
No i o ile doczekamy się ministra polityki społecznej, który
ogarnie temat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz